Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KSIĄŻKA TYGODNIA
Enrico Fermi. Ostatni człowiek, który wiedział wszystko. Życie i czasy ojca ery atomowej

Schwartz zręcznie przekazuje nam estetyczne piękno poglądów Fermiego bez zbędnego zagłębiania się w nieistotne szczegóły.„The Economist”

KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

Ekonomia

Kosmos

"Gruba Promocja"

"MATRYCA" - fragment


Matryca - fragment.

RODZICE SĄ ISTOTNI, ALE NIC NIE ZMIENIAJĄ

Rodzice oczywiście odgrywają olbrzymią rolę w życiu swoich dzieci. Są źródłem psychicznych i fizycznych składników niezbędnych im w rozwoju. Jeśli jednak genetyka odpowiada za większość systematycznych zmienności, a oddziaływanie środowiska jest nieciągłe i nietrwałe, oznacza to, że rodzice –poza genami, które przekazali im przy poczęciu – nie mają wpływu na osiągnięcia swoich dzieci. W poprzednim rozdziale widzieliśmy, że współdzielone czynniki środowiskowe po okresie dojrzewania niemal nie mają znaczenia dla osobowości, zdrowia psychicznego czy zdolności poznawczych. Dotyczy to nawet tych cech, które wydają się szczególnie podatne na działania ze strony rodziców, takich jak altruizm, życzliwość czy sumienność. Jedynym wyjątkiem spośród setek właściwości, który wykazuje pewne ślady oddziaływania środowiska współdzielonego, są przekonania polityczne i religijne. Jako rodzic możesz zaważyć na tym, w co wierzy twoje dziecko, ale nawet tutaj składowa środowiskowa odpowiada jedynie za 20% wariancji.

 

Ponadto tam, gdzie różnice w stylu wychowania korelują z różnicami w wynikach dzieci, przyczyny zaistnienia tej korelacji są głównie genetyczne: wiążą się raczej z genetyką środowiska niż wychowaniem jako takim. Rodzicielstwo ma związek z wynikami dzieci z trzech powodów omówionych wcześniej. Po pierwsze, rodzice i dzieci są w 50% podobni genetycznie. Upraszczając: fajni rodzice mają fajne dzieci, bo wszyscy oni mają fajne geny. Po drugie, styl rodzicielstwa jest często odpowiedzią na genetyczne skłonności dziecka, nie zaś ich przyczyną – trudno być czułym rodzicem wobec potomka, który nie lubi się przytulać. W końcu po trzecie, dzieci niezależnie od rodziców tworzą swoje własne środowiska: wybierają, przekształcają i kreują otoczenie odpowiadające ich genetycznym predyspozycjom. Dzieci, które chcą coś robić – jak choćby zajmować się muzyką lub sportem – tak długo będą męczyć rodziców, aż ci na to przystaną.

 

Zasadniczo najważniejszą rzeczą, jaką możemy przekazać naszym dzieciom, jest DNA. Wielu rodzicom trudno będzie to zaakceptować. Jako rodzice gdzieś w głębi ducha czujemy, że jesteśmy w stanie wpłynąć na to, jak rozwijają się nasze dzieci. Jesteśmy w stanie pomóc im w czytaniu i arytmetyce. Jesteśmy w stanie wesprzeć wstydliwe dziecko w pokonywaniu nieśmiałości. Musimy być w stanie również dlatego, że przecież zewsząd jesteśmy bombardowani przez wszelkiego typu poradniki wychowawcze i programy pokazujące nam, jak robić to dobrze, a zarazem sprawiające, że zamartwiamy się, że jednak robimy to źle. (Mimo tego książki te mogą okazać się przydatne, ponieważ dostarczają użytecznych, praktycznych wskazówek, dotyczących na przykład usypiania maluchów, karmienia grymaśnych niejadków czy dyscypliny).

 

Kiedy jednak parentingowe bestsellery obiecują pomoc w rozwijaniu dziecka, trzeba wiedzieć, że wciskają nam marketingowe bzdury. Gdzie są dowody – poza anegdotycznymi – na to, że sukces dziecka zależy od tego, na ile surowymi i wymagającymi „tygrysami” zdołają być rodzice, albo od ich umiejętności „hartowania charakteru” potomka? Gdy weźmiemy pod uwagę genetykę, nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że tego typu podejście rodziców wpływa na rozwój dzieci.

 

Trudno nam to zaakceptować również ze względu na naszych własnych rodziców. Kiedy myślimy o swoim dzieciństwie, rodzice niewątpliwie urastają do olbrzymich rozmiarów – wydają się wywierać ogromny wpływ na nasze życie. Z tego powodu łatwo jest obarczać ich odpowiedzialnością za to, kim się staliśmy – w tym dobrym i w tym złym sensie. Jeśli jesteśmy szczęśliwi i pewni siebie, uznajemy, że to dzięki rodzicielskiej miłości i wsparciu. Jeśli zaś jesteśmy psychicznie wyniszczeni, możemy zrzucić to na karb niewłaściwych zachowań rodziców. Niemniej jednak wnioski z badań genetycznych mają zastosowanie również tutaj. Okazuje się, że gdy wykluczymy składową genetyczną, różnice w stylu wychowania nie mają znaczenia dla tego, na kogo wyrosną dzieci. Systematyczny wpływ naszych rodziców na to, kim jesteśmy, tkwi w DNA, które nam przekazali.

 

Jeśli nadal trudno wam zaaprobować fakt, że rodzicielstwo ma mniejsze znaczenie, niż myśleliście, być może przydatne okaże się przypomnienie dwóch ogólnych zastrzeżeń co do genetyki, które omawialiśmy wcześniej. Po pierwsze, genetyka opisuje to, co jest, a nie to, co mogłoby być. Rodzice są w stanie wpłynąć na dziecko, ale – średnio w populacji – różnice w ich podejściu nie przekładają się na osiągane przez nie wyniki bardziej, niż wynikałoby to z różnicy między genami, które współdzielą. Rodzice różnią się stopniem, w jaki towarzyszą dziecku w drodze przez wszystkie etapy rozwoju i w jaki naciskają na uzyskiwanie kolejnych umiejętności poznawczych, na przykład posługiwania się językiem i czytania. W odmienny sposób rozwijają też bądź upośledzają poczucie własnej wartości, pewności siebie i determinację potomka; mają wpływ także na bardziej tradycyjne aspekty osobowości, takie jak emocjonalność czy towarzyskość. W populacji jednak, kiedy już weźmiemy pod uwagę czynniki genetyczne, te różnice w stylu rodzicielstwa nie mają większego znaczenia dla tego, kim staną się wychowywane w ten czy inny sposób dzieci. Za ponad połowę różnic psychicznych między dziećmi odpowiadają odziedziczone przez nie warianty DNA. Reszta zależy głównie od losowych doświadczeń – czynników środowiskowych znajdujących się całkowicie poza rodzicielską kontrolą. Jak przekonaliśmy się w poprzednim rozdziale, nie wiemy nawet, o jakich czynnikach mowa.

 

Drugie zastrzeżenie dotyczy faktu, że badania genetyczne opisują zmienność mieszczącą się w zakresie normy, genetycznie i środowiskowo. Ich wyniki nie odnoszą się do niczego, co wykracza poza nią. Ciężkie schorzenia, takie jak choroby jednogenowe czy chromosomalne, lub poważne problemy środowiskowe, takie jak zaniedbanie czy maltretowanie, mogą mieć druzgoczący wpływ na poznawczy i emocjonalny rozwój dziecka. Mimo tego takie niszczycielskie genetyczne i środowiskowe przypadki zdarzają się – na szczęście – rzadko i nie stanowią dużej części wariancji w populacji.

 

Powtórzmy: rodzice i rodzicielstwo mają niesamowite znaczenie, nawet jeśli różnice w stylu wychowania nie mają większego wpływu na rozwój psychiczny dziecka. Więź z rodzicami jest najważniejszą w życiu. Niemniej jednak bardzo istotne jest, żeby rodzice zrozumieli, że ich pociechy nie są bezkształtnym kawałkiem gliny, który mogą formować, jak tylko im się podoba. Rodzice nie są rzemieślnikami konstruującymi dziecko według własnego planu. Nie są nawet ogrodnikami, jeśli miałoby to oznaczać doglądanie i przycinanie rośliny po to, by osiągnąć jakiś określony rezultat. Szokującym i głębokim objawieniem dla parentingu płynącym z opisywanych odkryć genetycznych jest fakt, że rodzice mają bardzo niewielki systematyczny wpływ na przyszłość swoich dzieci, poza matrycą, jaką dostarczyli im, przekazując swoje geny.

 

Ważne jest także, żeby rodzice wiedzieli, że – jeśli nie liczyć genetyki – większość z tego, co stanie się z ich dziećmi, zależy od przypadkowych zdarzeń, nad którymi nie mają żadnej kontroli. Dobra wiadomość jest taka, że w dłuższej perspektywie nawet one jednak nic nie zmienią. Jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale, oddziaływanie tych doświadczeń nie jest stałe w czasie. Po ciężkich przeżyciach, takich jak rozwód rodziców, przeprowadzka czy utrata przyjaciół, niektóre dzieciaki pozbierają się wcześniej, inne później, ale w końcu wszystkie wrócą na swoje właściwe genetyczne tory.


Więcej o tym, jak DNA determinuje nasze życie przeczytają Państwo w książce "Matryca" Roberta Plomina

Matryca, DNA, książka Robert Plomin