Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KSIĄŻKA TYGODNIA
Enrico Fermi. Ostatni człowiek, który wiedział wszystko. Życie i czasy ojca ery atomowej

Schwartz zręcznie przekazuje nam estetyczne piękno poglądów Fermiego bez zbędnego zagłębiania się w nieistotne szczegóły.„The Economist”

KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

Ekonomia

Kosmos

"Gruba Promocja"

Teoria wszystkiego istnieje! - recenzja Marka Oramusa

2015 - 03 - 06 / 11:20

Jest czymś wielce zajmującym obserwowanie z boku, jak powstaje taka książka: cztery lata pracy, ze dwie zmiany koncepcji, mrowie przeczytanych lektur. Moje trzy grosze polegały na dostarczaniu potrzebnych książek, rzecz jasna nie wszystkich, bo niektóre jechały aż z Anglii. Cały ten olbrzymi materiał trzeba było przeczytać, poklasyfikować, poupychać w rozdziały i nadać mu formę rozprawy z tezą. Tej olbrzymiej pracy podjęła się i sprostała jej moja żona Dominika; gotowe „Darwinowskie paradygmaty” wydają mi się wielkim sukcesem autorki, dorównującym najlepszym jej książkom.

 

Czytałem tę książkę na różnych etapach ze cztery razy, trudno mi więc wyrokować, co w niej najważniejsze. Przede wszystkim – choć okładkę zdobi portret sędziwego Darwina – nie jest to książka ani o teorii ewolucji, ani o samym Darwinie. Zadanie jej jest skromniejsze: przedstawienie, jak przedstawiano Darwina i jego teorię w XIX i XX wieku we wszelkich rodzajach piśmiennictwa, a w naszej epoce dodatkowo jak pokazywano w filmach i kreskówkach dla dzieci. Darwin i ewolucja wtargnęli pod strzechy o każdy ma dziś z nimi do czynienia, nawet jak o tym nie wie.

 

„Darwinowskie paradygmaty” przekonały mnie co do tego, że teoria ewolucji aspiruje do miana teorii wszystkiego. Okrzyczany święty Graal fizyków, który jakiś czas temu wydawał się w zasięgu, odchodzi jakby w dal, a głosy proklamujące jego rychłe odnalezienie osłabły. Ale natura nie znosi próżni: na to miejsce pojawił się kandydat, trudno powiedzieć, że nowy, skoro liczy 150 lat. Teoria Darwina, XIX-wiecznego genialnego przyrodnika angielskiego, tłumaczy jak urządzony jest świat żywych stworzeń na Ziemi, a nie ma powodu sądzić, że jeśli gdzieś w kosmosie istnieje życie organiczne, to nie podlega ono ogólnym prawom rozwoju sformułowanym na Ziemi. To pierwszy argument za uniwersalnością wymowy tego, co ustalił Darwin. Drugi jest taki, że pasuje to do materiału, którym zajmują się tak odległe nauki jak kosmologia czy językoznawstwo, obie na pozór mające mało wspólnego z dosłownie rozumianą biologią.

 

Dam przykład: w książce „Życie Wszechświata” jeden z czołowych fizyków doby obecnej Lee Smolin opisuje niesamowitą teorię doboru naturalnego wszechświatów. Wpisuje się ona w wynikającą z teorii strun koncepcję multiversum, czyli wieloświata: istnieje nie tylko nasz Wszechświat, ale wiele innych, o różnych parametrach, stałych fizycznych itp. Smolin nie tylko korzysta z tej koncepcji, ale w jej ramach kusi się o podanie reguł, wedle których owe wszechświaty zyskują takie a nie inne właściwości, w momencie narodzin i długiego rozwoju, a ewolucja ich prowadzić musi do wytworzenia egzemplarzy takich jak baniak przestrzenny, w którym szczęśliwie żyjemy. Jest to więc darwinizm jak się patrzy, przystosowany do kosmologii, tyle że jako model mało podatny na sprawdziany. Smolin jednak jest innego zdania i nawet podaje pewne obserwacje, które by mogły jego koncepcję potwierdzić.

 

Dominika wymienia inne dyscypliny, w których podejście darwinowskie jeśli nie święci tryumfów, to okazuje się przydatne: naukoznawstwo (rywalizują teorie), socjobiologia, matematyka, rozprzestrzenianie się mód i wynalazków, antropologia, a nawet ekonomia, która opisuje, jak formy i korporacje walczą o utrzymanie się na rynku. Dalszym wnioskiem autorki jest, że tak zastosowany darwinizm okazuje się mostem przerzuconym między humanistyką a naukami ścisłymi, a jeśli tak, jego ranga w nauce będzie tylko rosła. Jest to klucz, który otwiera tak wiele drzwi, że już chciałem napisać: wszystkie. Ale uniwersalność zastosowań darwinizmu jest naprawdę imponująca i „Darwinowskie paradygmaty” dają o tym pojęcie.

 

Książka jest pracą naukową, ale nawet dla czytelnika słabo obznajomionego z nauką znajdzie się tu wiele atrakcji. Warto wszak poczytać, jak odmieniano żywot Darwina i jego rodziny w kolejnych powieściach, jak korzystała z mitu o Darwinie popkultura, jak wreszcie wykorzystywała motywy darwinowskie poczciwa fantastyka naukowa. W pracy nad książką brała udział nawet nasza córka Berenika, wyszukując po książeczkach i filmach dla dzieci wzmianki o Darwinie i jego teorii. Ale tak szerokie „pole rażenia”, na którym operuje darwinizm, musiał się odbić w ten sposób, że ruszył proces jego erozji i w niektórych wykonaniach, wzięty w obróbkę przez ludzi mało rozumiejących sedno teorii, trudno rozpoznać jego związki z pierwowzorem. Stało się to, co stać się musiało: mit oddzielił się od znanych faktów i zaczął żyć własnym życiem, a końca tego fascynującego procesu nie widać.

 

 

Marek Oramus

Galaktyka Gutenberga