Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

Ekonomia

Kosmos

"Gruba Promocja"

W podróż z nauką

"W Tym Miesiącu Polecamy"

2018 - 01 - 25 / 12:33

Pomimo ogromnego postępu jaki dokonał się na przestrzeni wieków, nasza wiedza wciąż nie jest pełna. Ograniczając się do fizyki można powiedzieć, że wiemy już naprawdę dużo. Wykorzystywane przez naukowców modele i symulacje wielokrotnie sprawdzały się w poszukiwaniu prawdy o prawach rządzących Wszechświatem. A jednak nie wszystko idzie tak pięknie jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. 

 

Słynny matematyk Roger Penrose w swojej najnowszej książce bazującej na serii wykładów, które przedstawił kilkanaście lat temu na Uniwersytecie w Princeton postanowił przedstawić kilka teorii dotyczących tego, gdzie naukowcy mogli zbłądzić, gdzie weszli na niewłaściwą ścieżkę. Co ciekawe swoje podejrzenia i wątpliwości Penrose przedstawił właśnie na tym uniwersytecie, na którym swoje prace badawcze prowadzą naukowcy z krytykowanych przez niego dziedzin. Z tego można wywnioskować, że z pewnością sceptycznie podchodzili oni do wygłaszanych przez ich kolegę sądów.

 

Sama książka to naprawdę potężnych rozmiarów dzieło. Z pewnością nie jest to książka na weekend, ani pod względem objętości, ani pod względem treści. Z drugiej strony, jeżeli przerażają Was hieroglify, wzory i wykresy, to po prostu warto je zignorować. Nawet nie analizując każdego słowa i nie wgłębiając się w „krzaczki” wykorzystywane przez Penrose’a można wciąż podążać za jego tokiem myślenia zyskując przy tym niemałą wiedzę o współczesnej fizyce i jej problemach.

 

W pierwszym rozdziale autor skupia się na teorii strun, modnej, wciąż potencjalnie rozważanej na kandydatkę na teorię wszystkiego. Od ponad trzydziestu lat teoria strun przyciąga nowych entuzjastów. Mimo, że rozdział zaczyna się od delikatnego powtórzenia fizyki, to już po kilkunastu schodach robi się naprawdę stromo i trzeba nie lada wysiłku, aby nie zgubić się w drodze na szczyt i nie odpaść od ściany. Po kolejnych kilkudziesięciu stronach dochodzimy już do bran, egzotycznych cząstek, które potencjalnie mogą istnieć u najgłębszych podstaw struktury Wszechświata. Wszystko fajnie, ale w stosunku do tej teorii Penrose wysuwa podstawowy zarzut – nie działa ona w doświadczanych przez nas na co dzień czterech wymiarach, a dopiero w obecności większej liczby wymiarów. Według Penrose’a ich istnienie jednak jest niemożliwe, a służą jedynie uzyskaniu większej swobody, której matematycy potrzebują, aby teoria strun zaczęła działać. Jak można się domyślić, zwolennicy tej pięknej aczkolwiek wciąż nie zgłębionej teorii, nie patrzą na zarzuty Penrose’a zbyt przychylnie.

 

W kolejnym rozdziale Penrose opowiada także o teorii kwantowej, na której wszak opiera się teoria strun. Choć samą teorię kwantów Penrose podziwia, to jednak z uwagą przygląda się temu jak jest ona wykorzystywana przez współczesnych teoretyków. Stosowanie tej teorii do teorii strun, a więc w nieco innym środowisku niż w tym, do opisywania którego została stworzona wydaje się tutaj także trochę ryzykownym pociągnięciem.

 

Gdy już przebrniemy przez struny i kwanty, podążając za autorem wkraczamy w wielkie skale i przyglądamy się współczesnej kosmologii zajmującej się pochodzeniem i rozwojem Wszechświata. Z charakterystyczną dla siebie swobodą i pewnością siebie Penrose staje okoniem względem wielu z szeroko akceptowanych poglądów współczesnej kosmologii i nazywa je po prostu „fantazją” – w tym wypadku szczególnie dostaje się teorii mówiącej, że w pierwszym momencie istnienia Wszechświat doświadczył gwałtownej ekspansji po czym tempo to spadło do znacznie wolniejszego. Mimo, że ta teoria częściowo została potwierdzona obserwacyjnie, Penrose obstaje przy swoim.

 

Żeby jednak nie było tak, że cała książka stanowi spis żalów i przytyków, na końcu Penrose proponuje własne pomysły na ruszenie z miejsca. Jednym z nich jest teoria twistorów – obiektów matematycznych opisanych po raz pierwszy przez… samego Penrose’a. Jak na razie jednak nie jest to teoria zbyt chętnie przyjmowana lub analizowana przez innych fizyków.

 

Niezależnie od tego, która strona was bardziej przekonuje, czy jednak są to obecnie obowiązujące teorie czy jednak wątpliwości Penrose’a, z lektury tej wyniesiecie naprawdę wiele argumentów na potwierdzenie swojego zdania. Książka bowiem nie jest napisana jednostronnie i przedstawia argumenty obu stron. Co do tego co jest prawdą, a co fikcją, fantazją i wiarą – cóż, pożyjemy, zobaczymy.

 

Radosław Kosarzycki

Puls Kosmosu