Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KSIĄŻKA TYGODNIA
Matryca. Jak DNA programuje nasze życie

"Matryca naszej indywidualności to zaledwie 1% DNA, którym różnimy się od siebie."

KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

Ogólnopolski Dzień Praw Zwierząt

JĘZYK w najlepszym wydaniu

Psychologia

Od małpoluda do astronauty - "Nowe Książki"

2017 - 05 - 16 / 10:09

Entuzjasta nauki próbuje zrozumieć, jak doszło do tego, że małpolud z afrykańskiej sawanny w niespełna 2 miliony lat przemienił się w twór zdolny do objęcia rozumem całego wszechświata.

 

 

Brian Cox, profesor fizyki cząstek elementarnych na uniwersytecie w Manchesterze, wspierany przez szefa działu naukowego BBC, nie kryje podziwu dla ludzkiego geniuszu. Choć z niepokojem dostrzega również potęgę ludzkiej głupoty. Tytuł książki - Człowiek i wszechświat - zapowiada, że zostaną w niej poruszone tematy podstawowe o egzystencjalnym wręcz charakterze. Tytuł oryginału angielskiego - Human Universe - wydaje się to potwierdzać. Zaglądamy do spisu treści. Tytuły rozdziałów - warto je przytoczyć w całości: Gdzie jesteśmy?, Czy jesteśmy sami?, Kim jesteśmy?, Dlaczego tu jesteśmy?, Jaka czeka nas przyszłość? - ostrzegają, że w tym momencie czeka nas lektura ważna i poważna, a może nawet ciężka. Zaczynamy... i nie doznajemy rozczarowania. Owszem, lektura okazuje się ważna, ale przede wszystkim ciekawa, skłaniająca do zastanowienia. A przy tym bogata w informacje i spostrzeżenia, które w pewnym stopniu przybliżają nas do odpowiedzi na postawione pytania. Książka nawiązuje do cyklu telewizyjnego BBC pod tym samym tytułem. Nic więc dziwnego, że jest podobnie zajmująca i atrakcyjna.

 

Zastrzeżenie, iż tylko „w pewnym stopniu", nie podważa walorów lektury. Cox nie ma wątpliwości, że nauka (w znaczeniu: nauki przyrodnicze) nie daje odpowiedzi na pytania ostateczne, ale pomaga się do nich zbliżyć. To przekonanie emanuje z całego tekstu. Zresztą dwie kwestie początkowe, czyli nasze miejsce we wszechświecie oraz ewentualne istnienie inteligentnego życia (poza naszym oczywiście) lokują się zapewne w całości w zakresie nauk przyrodniczych. Jednakże nieskończoności, jakie towarzyszą pojęciu „wszechświat", skłaniają autorów do unikania kategorycznych stwierdzeń również w odpowiedziach na te pytania.

 

Zawieszając na razie odpowiedź na pierwsze pytanie, Cox nie unika deklaracji swoich przekonań w drugiej kwestii. Ogrom wszechświata i nieskończona (?) wielość światów podobnych do Ziemi podszeptują, że cywilizacje pozaziemskie istnieją. Fakt, że nie doszło do naszego spotkania z żadną z nich, każe przypuszczać, iż pojawiają się one we wszechświecie raczej wyjątkowo i być może epizodycznie. Cox przeczuwa nawet, że w naszej galaktyce, czyli w Drodze Mlecznej jesteśmy jedyni. Próba ilościowego podejścia do problemu obcych cywilizacji, podjęta kilkadziesiąt lat temu przez Franka Drake'a, wciąż stanowi raczej myślenie życzeniowe niż ścisłe rozumowanie matematyczne. Drake zamierzał wyznaczyć prawdopodobieństwo istnienia innych cywilizacji w galaktyce na podstawie dostępnego materiału obserwacyjnego. Pomysł napotyka jednak przeszkodę, która z samej swej natury niweczy cały program. Jedyna pewna metoda ocenienia prawdopodobieństwa powstania inteligentnego życia musi bowiem polegać na jego odkryciu. Jeżeli do odkrycia dojdzie, konstrukcja Drake'a straci sens, gdyż miejsce formuły prawdopodobieństwa zajmie pewność oparta na empirii.

 

Pytania, które nurtują Coxa najmocniej, koncentrują się na splocie okoliczności i zdarzeń, jakie sprawiły, iż w wyniku ewolucji na Ziemi pojawił się człowiek rozumny - Homo sapiens. Sam fakt powstania 3,5 miliarda lat temu prymitywnych form życia wydaje się mniej zadziwiający niż to, że na końcu tego łańcucha, choć po długim czasie, powstała skomplikowana struktura białka pragnąca polecieć na Księżyc i będąca w stanie to zrealizować. Dlaczego wśród olbrzymiej różnorodności gatunków tylko jeden stworzył kulturę i zaczął wytwarzać przedmioty, określane dziś mianem dzieł sztuki? Człowiek współczesny pojawił się jako odrębny gatunek biologiczny jakieś 200 tysięcy lat temu, a jego przodkowie 6-8 milionów lat wcześniej oddzielili się od przodków dzisiejszych szympansów. Przy czym do istotnego wzrostu masy mózgu doszło zaledwie 1,8 milionów lat temu. Czyli wykształcenie człowieka rozumnego z małpy zajęło nie więcej niż parę milionów lat. Dlaczego taka sama przygoda nie przytrafiła się dinozaurom, których niczym nieskrępowane panowanie na Ziemi trwało kilkadziesiąt milionów lat? Czy tylko gigantyczna katastrofa kosmiczna sprawiła, że nie musimy dzielić się z dinozaurami wynalazkami technicznymi? Może były jakieś inne powody. Choć nie jest pewne, czy liczące sobie 40 tysięcy lat rysunki naskalne są dziełem Homo sapiens czy Homo neanderthalensis, to właśnie człowiek poleciał na Księżyc, a małpy, owszem - bywały w przestrzeni kosmicznej, ale tylko dlatego, że człowiek je tam wysyłał. I kolejny element, który wpłynął na rozwój cywilizacyjny, związany już wyłącznie z człowiekiem - pismo. Jego wynalezienie rozpoczęło proces gromadzenia wiedzy i niejako automatycznie postawiło człowieka na ścieżce prowadzącej również ponad Ziemię.

 

Wydaje się, że nie ma tu miejsca na wspomnianą wyżej ludzką głupotę. A jednak. Trud-no zrozumieć, dlaczego stanowi ona nieodłączną część naszej cywilizacji i ma się co najmniej tak dobrze jak rozum. Rzut oka na historię wojen pozbawia nas złudzeń, że człowiek jest w pełni „rozumny". Cox zauważa, że nie spotkaliśmy dotąd obcej cywilizacji być może dlatego, iż w kosmicznej skali czasu cywilizacje żyją krótko. Mają bowiem, podobnie jak nasza, wielkie możliwości autodestrukcji. Cox nie wypowiada się na temat głupoty w skali lokalnej, wydaje się jednak, że jej obecność na regionalnym czy narodowym poziomie jest również niekwestionowana.

 

Powracając na jasną stronę cywilizacji, Cox wspomina swoją młodzieńczą fascynację amerykańskim programem Apollo. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że Apollo to amerykański program lotu człowieka na Księżyc. W latach jego realizacji, blisko pół wieku temu, Apollo oraz wcześniejsze programy kosmiczne były źródłem inspiracji dla młodego pokolenia. Dość powiedzieć, że zainteresowanie lotami kosmicznymi spowodowało wzrost liczby studentów fizyki i matematyki na uczelniach amerykańskich o jedną trzecią. Cox ubolewa nad zanikiem pionierskiego ducha nie tylko w Ameryce, ale również u siebie - w Wielkiej Brytanii. Amerykańskie programy kosmiczne lat sześćdziesiątych zeszłego wieku, mimo że były rozwijane w odpowiedzi na imperialną politykę Związku Radzieckiego, wkrótce stały się źródłem narodowej durny Amerykanów. Więcej, uświadomiły wszystkim, jak wielkie możliwości tkwią w gatunku Homo sapiens. Program lądowania na Księżycu to także przejaw ludzkiej ciekawości świata, innej niż na przykład wścibstwo kota. Jej sens oddają słowa prezydenta Kennedy'ego, który we wrześniu 1962 mówił: „Wybraliśmy lot na Księżyc i realizację innych zamierzeń (...) nie dlatego, że są łatwe, ale dlatego, że są wymagające". I jeszcze rok 1968 - „apogeum wojny w Wietnamie", radzieckie czołgi wjeżdżają do Pragi, rewolta w Paryżu, u nas Marzec. A Cox wspomina Boże Narodzenie - „Bar-man, Lovell i Anders 400 000 kilometrów dalej ocalili rok 1968" - Apollo 8 z trzema astronautami na pokładzie w bożonarodzeniowy poranek krążył na księżycowej orbicie; dowódca misji Frank Barman w ramach „świątecznej audycji" czytał fragmenty Księgi Rodzaju.

 

Cox pisze: program „Apollo stanowił prawdopodobnie najrozsądniejszą inwestycję znaną z historii współczesnej". Na poparcie owej tezy przypomniał wypowiedź prezydenta George'a Busha z 1989 roku, że Apollo dostarczył „najlepszego zwrotu inwestycji od czasu, kiedy Leonardo da Vinci kupił sobie brulion". Autora omawianej książki „wiara w człowieka" rzeczywiście napawa optymizmem.

 

Andrzej Sołtan - „Nowe Książki” nr 7-8/2016