Używamy ciasteczek, dzięki którym strona działa poprawnie.
Koszyk ( 0 )
Suma 0,00 zł
0,00 zł
Mrówka, jaka jest, każdy widzi. Czy na pewno?
Michał Michlewicz
12 stycznia 2022

 

Czy jednak o mrówkach wiemy wystarczająco dużo? Czy owady tak powszechnie znane i rozpoznawane mogą kryć tajemnice potencjalnie tak ciekawe, by warto było sięgnąć, na przykład, po książkę na ich temat?

Statystycznie rzecz biorąc można przyjąć, że każde zwierzę na Ziemi, z drobnymi wyjątkami, jest owadem. Nic więc dziwnego, że w tej mnogości wyróżnić możemy grupy, które nie są specjalnie znane szerszej publice – niech za przykład posłużą tu choćby glebiki, nogoprządki, gryzki czy wachlarzoskrzydłe. Znajdziemy jednak wśród owadów i takie, o których słyszał każdy – muchy, chrząszcze, motyle, ważki czy mrówki. Zwłaszcza te ostatnie zdają się polaryzować ludzi w większym stopniu niż pozostałe sześcionogie organizmy drepczące po naszej planecie. Zdarzy się pewnie, że ktoś w lesie przycupnie przy mrówczym kopcu, by podziwiać (rzekomą) pracowitość tych owadów, prawdopodobnie częściej jednak mrówki postrzegane są negatywnie – wchodzą nam do domów, podkradając pozostawioną żywność, czy też wykopują piasek na podjeździe przed garażem.          

Nie da się jednak ukryć jednej rzeczy – mrówki to owady znane niemal wszystkim. Po części wynika to z ich powszechności – poza terenami położonymi najbliżej biegunów, występują niemal wszędzie. Drugim powodem jest to, że są aktywne przez praktycznie cały sezon wegetacyjny, a częściowo także poza nim. Wreszcie trzecim powodem jest ich stosunkowo łatwa rozpoznawalność przez laików. Nie chodzi tu oczywiście o rozróżnianie od siebie poszczególnych gatunków, ale o to, że stosunkowo łatwo jest ocenić, czy zwierzę które widzimy, jest mrówką, czy nie-mrówką. Czy jednak o mrówkach wiemy wystarczająco dużo? Czy owady tak powszechnie znane i rozpoznawanemogą kryć tajemnice potencjalnie tak ciekawe, by warto było sięgnąć, na przykład, po książkę na ich temat?

Odpowiedzieć „oczywiście!” na powyższe pytanie, to jakby nic nie powiedzieć. Mrówczy świat jest bowiem tak fascynujący, tak wypchany po brzegi zadziwiającymi aspektami biologii, że nierzadko wydawać by się mogło, jakby ocierał się o science-fiction. Tymczasem tych historii naprawdę nie trzeba wymyślać, czy szukać wśród fikcji literackiej. One istnieją i dzieją się na każdym kroku, nierzadko dosłownie u naszych stóp.

Trudno o lepszą osobę do wprowadzenia głodnego wiedzy czytelnika w świat mrówek niż Edward Osborne Wilson. To człowiek, który na mrówkach zjadł przysłowiowe zęby, a mimo to, po przeszło ośmiu (!) dekadach badania tych owadów, wciąż potrafi opowiadać o nich w sposób interesujący dla osoby niezwiązanej z tematem. Jak twierdzi sam autor – w środku wciąż pozostał chłopcem i trudno w jego mrówczych opowieściach nie zauważyć szczerej, niewymuszonej, iście dziecięcej fascynacji obiektami swoich badań. Biorąc pod uwagę fakt, że nawet najbardziej znani myrmekolodzy nie ocierają się jednak o sławę ikon popkultury, niewykluczone, że wiele osób, które sięgną po tę książkę, nigdy o Wilsonie nie słyszało. Po pierwsze – prawdopodobnie to nie zbrodnia, a po drugie – niemała część książki poświęcona jest przybliżeniu życia autora, oczywiście w kontekście jego zainteresowania światem przyrody – wliczając w to tytułowe owady, mrówki, choć nie ograniczając się wyłącznie do nich. W tej części dowiemy się między innymi tego, w jaki sposób otoczenie, w którym dorastał Wilson, wpływało na kształtowanie się jego przyrodniczych zainteresowań oraz dlaczego jego profesjonalna ścieżka poprowadziła go w stronę myrmekologii, a nie dipterologii, czyli nauki na temat muchówek.

Opowieść o tym, jak autor doszedł do miejsca, w którym to mrówki stały się głównym obiektem jego zainteresowania, jest jednak jakby preludium do wszelkich dalszych opowieści. Jest punktem wyjścia do przygody, do zanurkowania w świat tych sześcionożnych, pracowitych (przynajmniej w obiegowej opinii) owadów. Historie opowiadane przez Wilsona pokazują te aspekty mrówczej biologii, które najczęściej nie są szerzej znane. Takie, które każą stwierdzić, że „jaka mrówka jest, nie każdy widzi”.

Mrowie charakterów

Na świecie znanych jest ponad szesnaście i pół tysiąca gatunków mrówek. Nic więc dziwnego, że pośród całej tej mnogości gatunków możemy spotkać się z różnorodnością nie tylko rozmiaru, kształtu, preferowanego pożywienia, miejsca gniazdowania i wielu innych aspektów biologii, ale także... charakterów. Poszczególne gatunki różnią się od siebie strategiami rozwiązywania konfliktów, zaciekłością w obronie gniazda, reakcją na intruza i tak dalej – słowem, różnią się między sobą zbiorem cech, który moglibyśmy nazwać charakterem. W okolicach jednego krańca spektrum plasują się gatunki, które autor nazywa nieśmiałymi. Są to mrówki, które na wszelką ingerencję „potwora” (na przykład w postaci badacza) reagują paniczną ucieczką, odnajdywaniem dowolnej kryjówki i znikaniem mu z oczu. Słowem – unikają bezpośredniego starcia za wszelką cenę. Same gniazda tych mrówek są również bardzo niepozorne, zazwyczaj mieszczą się w ściółce, na przykład wśród zbutwiałych liści. W okolicy drugiego krańca spektrum plasują się duże, dobrze widzące i bardzo szybkie australijskie mrówki należące do rodzaju Myrmecia. Ich gniazda zazwyczaj są dobrze widoczne, zlokalizowane na otwartej przestrzeni, a same mrówki bardzo śmiałe i zaciekle broniące swego dobytku. Mając dobry wzrok, bez problemu zauważą nadchodzącego intruza. Jeśli okazałe żuwaczki i śmiałe zachowanie nie odstraszą napastnika, mrówki te potrafią użyć żądła, by go odpędzić. Jad, który potrafią za jego pomocą dostarczyć, jest bardzo silny i dla człowieka może mieć poważne skutki zdrowotne, ze śmiercią włącznie.

W toku swoich badań autor doszedł do wniosku, że najbardziej skore do bezkompromisowej obrony są mrówki, których gniazda są tego najbardziej warte. Takie, które kryją w sobie największe „skarby”. Pewien żyjący w Amazonii gatunek konstruuje swoje gniazda w bardzo zmyślny sposób. Z gleby i resztek roślinnych budują one gąbczastej struktury twór, zawieszony w koronie drzewa. Gniazdo to następnie zostaje porośnięte przez epifity. Wewnątrz tej struktury mieści się nie tylko sama mrówcza kolonia, ale także jej... żywy inwentarz. Czerwce i wełnowce, czyli należące do pluskwiaków owady, są przez mrówki w tych gniazdach hodowane. Pijąc soki z roślin, pluskwiaki te wydalają bogate w cukry ekskrementy, które są ochoczo spożywane przez mrówki. W momentach niedostatku białka mrówki okazjonalnie żywią się też członkami swoich stad, ale głównym celem „hodowli” jest słodki płyn. Trud i czas potrzebny na skonstruowanie takiego gniazda sprawia, że mrówki te bardzo zaciekle go bronią. Czynią to do tego stopnia, że można przypisać im miano najbardziej zaciekłych mrówek na świecie – przynajmniej według autora.

Feromony, czyli jak to jest mówić zapachem

Większość (nie wszystkie!) mrówek posiada oczy. Nieliczne wykorzystują zmysł wzroku podczas obrony czy poszukiwania pożywienia. Jak jednak orientować się w przestrzeni, jeśli żyje się w ciemnym mrowisku, a potencjalne pożywienie znajduje się daleko poza horyzontem? Wzrok w tym przypadku zawodzi, w związku z czym mrówki nie korzystają z niego jako ze swojego głównego zmysłu. Dla tych owadów najistotniejszy jest węch i odczytywane za jego pomocą zapachy, głównie feromony. Mrówka, która znajdzie dobre źródło pożywienia, wraca do mrowiska pozostawiając za sobą ślad zapachowy, którym mogą podążać jej siostry w celu dostania się do posiłku. Wiele gatunków tworzy w ten sposób skomplikowane szlaki, które nierzadko się ze sobą krzyżują, tworząc sieć autostrad i dróg ekspresowych. Są gatunki, które potrafią nawet na takich skrzyżowaniach w niektórych miejscach pozostawiać feromony oznaczające „zakaz wjazdu”, jeśli tylko jakieś źródło pokarmu wyczerpie się i nie ma potrzeby odwiedzać go powtórnie.

Innymi zapachami są, tak zwane, feromony alarmowe. W odróżnieniu od tych, które wykorzystywane są w szlakach zapachowych, są one mniej trwałe – szybciej się ulatniają. Kiedy jakąś mrówkę spotka niebezpieczeństwo, albo zlokalizuje ona napastnika, wysyła zapachową wiadomość, która alarmuje pozostałe mieszkanki mrowiska, by te przybyły z odsieczą. Na tym jednak nie koniec ciekawostek związanych ze światem mrówczych zapachów.

W skali istnienia kolonii życie pojedynczej mrówki-robotnicy najczęściej nie jest specjalnie długie. W związku z tym członkinie koloni co jakiś czas muszą usuwać z gniazda ciała swoich martwych sióstr. Biorąc pod uwagę fakt, że wiele mrówek w kolonii potrafi nie poruszać się przez dłuższy czas, jak pozostałe robotnice mogą zorientować się, że ta czy inna mrówka jest martwa i należy się jej pozbyć z gniazda? Pamiętając, że mrówki „widzą” świat głównie zapachami, można dojść do wniosku, że martwa mrówka musi wydzielać jakiś specyficzny zapach. Tak jest w istocie – okazało się, że substancją, która wpływa na to, że dana robotnica jest odbierana przez swoje siostry jako martwa, jest kwas oleinowy. Na tym jednak nie kończy się niezwykła historia o tym zapachowym świecie! Okazuje się, że percepcja nakierowana na woń jest u mrówek tak precyzyjna i dominująca, że kiedy eksperymentalnie nieco namoczyć żywą i zupełnie zdrową mrówkę w kwasie oleinowym, jej siostry potraktują ją jak martwą i wyrzucą z gniazda! Dopiero po obmyciu się z zapachu będzie ona mogła do niego powrócić na normalnych zasadach.

Goście w mrowiskach

Choć wydawać by się mogło, że mrówki nie są specjalnie gościnne i w gniazdach akceptują wyłącznie obecność członków własnej kolonii, to w istocie prawda jest inna. Mrowiska to miejsca, które przyciągają też inne zwierzęta – i mowa tu nie tylko o ptakach czy niektórych ssakach chętnie stołujących się w mrówczych gniazdach, ale także o całej plejadzie niewielkich stawonogów, chcących we wnętrzu mrowisk po prostu zamieszkać. Część z nich wykorzystuje gniazda mrówek po prostu jako bezpieczne schronienie, inne zaś solidnie nadużywają mrówczej gościnności i przebywając u swoich gospodarzy podjadają im potomstwo, czy też pasożytują naprawowitych mieszkankach, wysysając ich płyny ustrojowe. Przykładowo, w obrębie kolonii mrówek nomadnych, a więc takich, które często zmieniają miejsce zamieszkania, odkryto wiele gatunków chrząszczy, rybików, pająków, roztoczy, muchówek i błonkówek. Sama różnorodność tych mrowiskowych gości to jedno, drugą kwestią są ich niebywałe strategie przetrwania. Większość żyjących z mrówkami pasożytów wydaje się nie mieć specjalnej ochoty maszerować razem ze swoimi gospodarzami i w różny sposób korzysta z mrówek nie tylko jako źródła pożywienia i bezpieczeństwa, ale także środka transportu. Niektóre chrząszcze po prostu siedzą na tułowiu biegnącej mrówki, inne chwytają żuwaczkami swoich gospodarzy w „talii”. Roztocze albo usadawiają się w jakimś zakamarku mrówczego ciała, spokojnie wysysając płyny ustrojowe żywicielki, albo prezentują dużo bardziej finezyjne rozwiązania. Niektóre roztocze chwytają się mrówczych stóp, z których wysysają hemolimfę. Nie byłoby w tym jeszcze nic nad wyraz zaskakującego, gdyby nie fakt, że pasożyty te kształtem swojego ciała przypominają... mrówczą stopę. W takiej sytuacji mrówka w mniejszym stopniu odczuwa obecność pasożyta, który może stołować się bez większych problemów.

Gdyby tego było mało, można wyliczać dalej. Są mrówki, które potrafią chodzić pod wodą, gdzie zbierają ciała utopionych owadów. Inne żyją na drzewach i dzięki wypustkom na ciele potrafią szybować w powietrzu dokładnie tak, jak lotopałanki. Jeszcze inne parają się niewolnictwem – wykradają poczwarki z gniazd innych gatunków i wychowują je jako tanią siłę roboczą. Znane są nauce gatunki, których wojowniczki-samobójczynie w obronie gniazda niejako detonują swoje odwłoki. Znane są też w mrówczym świecie zamachy  stanu – niektóre gatunki zakładają gniazdo na drodze pasożytnictwa społecznego, w przypadku którego królowa jednego gatunku obala królową innego – prawowitą władczynie. Są gatunki hodujące grzybowe ogrody na zebranych i przeżutych liściach, inne tworzą mrówczy chleb z rozgryzionych nasion. Te i wiele innych strategii, które w toku ewolucji wykształciły mrówki opisuje badacz, który zgłębianiu tajników ich życia poświęcił.

Życzę każdemu, by lektura Opowieści ze świata mrówek sprawiła, że świat za oknem nigdy nie będzie już taki sam. Na spacerze, pikniku, na grzybach – słowem: zawsze i wszędzie, będziemy w stanie spojrzeć na otaczający nas świat inaczej. Z zaciekawieniem i chęcią poznania tego, co dzieje się u naszych stóp. A dzieje się tam wiele! Mrówki występują niemalże wszędzie, nie trzeba więc udawać się na drugą stronę globu, by dostrzec te owady podczas opieki nad mszycami, zbierania nasion, wykradania poczwarek z gniazd innych gatunków, czy też toczenia niemal rytualnych bojów na śmierć i życie z sąsiednimi koloniami.

Autor: Michał Michlewicz

 

Komentarze
DODAJ komentarz
Oceń
W przypadku naruszenia regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
Najnowsze artykuły
12 stycznia 2022
Mrówka, jaka jest, każdy widzi. Czy na pewno?

 

Czy jednak o mrówkach wiemy wystarczająco dużo? Czy owady tak powszechnie znane i rozpoznawane mogą kryć tajemnice potencjalnie tak ciekawe, by warto było sięgnąć, na przykład, po książkę na ich temat?

12 stycznia 2022
Wirusy: szare eminencje natury

 

Nawet jeśli nie jest to koronawirus – słowo „wirus” nieodmiennie kojarzymy z czymś złym, szkodliwym, wywołującym nikomu niepotrzebne problemy. W powszechnej świadomości wirusy to uniwersalne pasożyty człowieka, sprawcy wszystkich najgorszych plag. Najlepiej by było – myśli pewnie wielu z nas – gdyby wirusy zupełnie zniknęły z tego świata.

12 stycznia 2022
Studium naukowego paradoksu

 

Studium naukowego paradoksu, czyli jaka jest zawartość wiedzy w wiedzy?

12 stycznia 2022
Pradawne dzieje wielkich kotów cz. 2

 

"O tym, że smilodony czatowały na ofiarę i raczej daleko im było do jej ścigania na długich dystansach, świadczy również krótki niczym u rysia ogon. Koty, które mają długie ogony, szybko biegają, bo ogon działa na zasadzie przeciwwagi i steru. Jedyne co smilodonom pozostało, to czajenie się w zaroślach lub wysokiej trawie aż nieostrożny roślinożerca podejdzie na tyle blisko, że będzie można do niego doskoczyć".