Używamy ciasteczek, dzięki którym strona działa poprawnie.
Koszyk ( 0 )
Suma 0,00 zł
0,00 zł
Autorytet bez domieszki celebryty
ks. dr hab. Tadeusz Pabjan
11 marca 2021

 

Powiedzieć, że ks. Michał Heller jest autorytetem, to właściwie nic nie powiedzieć. Zwłaszcza dzisiaj, gdy słowo „autorytet” tak bardzo się zdewaluowało. W sytuacji, gdy mianem autorytetu określa się dziś byle celebrytę, który jest znany jedynie z tego, że jest znany, albo że zrobił coś absurdalnie głupiego i obrazoburczego, odniesienie tego słowa do postaci klasy Hellera wydaje się zabiegiem prawie że niestosownym. 

Ale słowom trzeba przywracać pierwotny sens. W odniesieniu do „autorytetu” oznaczałoby to najpierw wyraźne odróżnienie tego słowa od „celebryty”. Nawet jeśli współczesny świat pomieszał zakresy znaczeniowe tych słów, to ich oddzielenie nie wydaje się specjalnie trudne, co widać wyraźnie właśnie na przykładzie Michała Hellera, w którym nie ma ani odrobiny celebryty, a są całe pokłady autorytetu. Kto nie zna Hellera, zapewne uzna to ostatnie zdanie za pusty frazes, ale kto przynajmniej raz spotkał go na swojej życiowej drodze, nie będzie miał wątpliwości, że tak właśnie jest. Michał Heller to chodzący dowód na to, można być prawdziwym autorytetem i zarazem nie mieć w sobie niczego z celebryty.

Jakie cechy charakteru sprawiają, że Michał Heller jest autorytetem? Każdy z jego współpracowników i czytelników jego książek na pewno ma swój własny, prywatny ranking takich cech. Łatwo się domyślić, że w czołówce każdego z tych rankingów znajduje się budzący respekt ogrom wiedzy z zakresu kilku różnych dyscyplin. Znajduje się tam z pewnością również to, co z ogromem wiedzy rzadko idzie w parze, to znaczy autentyczna skromność. No i poczucie humoru, które Michała Hellera nigdy nie opuszcza.

W czołówce takiego rankingu na pewno jest również pracowitość. Michał Heller jest kimś, kto potrafi wykorzystać każdą wolną chwilę, którą ma do dyspozycji. Tak jakby miał świadomość tego, że z każdej chwili swojego życia będzie kiedyś rozliczony. Tak jakby chciał wycisnąć co tylko się da z każdej sekundy czasu, którą dano mu do dyspozycji. O tym, jak trudno o takie podejście do upływającego czasu, dobrze wie każdy, kto próbuje nieraz zmusić swoje ciało – i przede wszystkim swój mózg – do intelektualnego wysiłku. Każdy, kto choć raz tego próbował, wie o tym, jak wielki opór to ciało stawia. Patrząc na Hellera można czasem odnieść wrażenie, że jemu ciało chyba w ogóle nie stawia oporu. A jeśli nawet stawia, to najwidoczniej ma on jakiś sekretny sposób na to, by ten opór przezwyciężyć.

W rankingu cech charakteru tuż obok pracowitości jest również spokój i konsekwencja, z jaką Michał Heller robi swoje – trzymając się własnego, niepowtarzalnego stylu. Każdy czytelnik jego książek albo uczestnik prowadzonych przezeń wykładów wie o tym dobrze, że Heller jest mistrzem świata w prostym mówieniu (lub pisaniu) o trudnych sprawach. Słuchając go lub czytając jego teksty można łatwo doświadczyć nagłego stanu olśnienia, który polega na tym, że coś, co od zawsze wydawało się niezrozumiałe, staje się nagle banalnie proste, jasne i oczywiste. Temu olśnieniu często towarzyszy poczucie zdziwienia, że samemu wcześniej nie wpadło się na to, by w tak łatwy sposób wyjaśnić dany problem. To jest właśnie niepowtarzalny styl Hellera, który mówi i pisze tak, by rozumiały go nie tylko naukowe elity, ale również „normalni” ludzie. Nie jest jednak tajemnicą, że tego rodzaju styl w niektórych gremiach naukowych – zwłaszcza na naszym polskim podwórku – uważany jest za coś, co nie przystoi człowiekowi z tytułem profesora. Obserwując dokonania niektórych naukowców można wręcz odnieść wrażenie, że sądzą oni, iż tekst naukowy jest wartościowy dopiero wtedy, gdy jest napisany językiem tak trudnym i naszpikowanym tak wieloma neologizmami i zapożyczeniami z języków obcych, że oprócz autora (i ewentualnie recenzenta wyznaczonego przez wydawnictwo lub redakcję danego czasopisma naukowego) nie przeczyta go nikt więcej. Nawet jeśli w tej ocenie jest pewna przesada, to jednak przynajmniej po części oddaje ona różnicę pomiędzy podejściem wielu współczesnych intelektualistów i stylem Hellera, który zawsze uważał, że uprawianie nauki nie może być sztuką dla sztuki, ale ma być swego rodzaju „posługą myślenia”, dostępną dla wszystkich. Nie tylko dla ekspertów z danej dziedziny, ale również – a może nawet przede wszystkim – dla laików, którzy naukę znają tylko z drugiej ręki. Styl Hellera to również przekonanie, że w uprawianiu nauki nie może być miejsca na snobizm wynikający z poczucia, iż przynależy się do intelektualnej elity, która nie musi dbać o to, by jej działania i ustalenia były poznawane i rozumiane przez „normalnych” ludzi.

Spokój i konsekwencja, z jaką Michał Heller od wielu lat robi to co robi, to również spokój i konsekwencja, z jaką łączy bycie światowej klasy naukowcem z byciem katolickim księdzem. Ci, którzy znają go osobiście, i którzy widzą, jak sprawuje mszę świętą w kościele św. Maksymiliana w Tarnowie i jak głosi swoje kazania, na pewno nie mają wątpliwości co do tego, że jest autentyczny w tym co robi. A chociaż nagrodę Templetona dostał przede wszystkim za ogromną ilość dobrych publikacji, w których wykazuje, że nie ma sprzeczności pomiędzy nauką i wiarą, to jednak wiele wskazuje na to, że dla znakomitej większości tych, którzy w jakikolwiek sposób się z nim zetknęli, o wiele ważniejsze niż wszystkie sformułowane przezeń argumenty jest właśnie on sam. Namacalny, chodzący po ulicach Tarnowa czy Krakowa dowód na to, że można być naukowcem znającym doskonale teorię względności, mechanikę kwantową i teorię ewolucji, a zarazem katolickim księdzem, któremu teorie naukowe w żaden sposób nie przeszkadzają wierzyć w Boga. Dla wielu ludzi właśnie to świadectwo – spójność światopoglądu naukowca i księdza w jednej osobie – jest najważniejszym argumentem, że nie ma sprzeczności pomiędzy nauką i wiarą. O wiele ważniejszym, niż wszystkie inne, teoretyczne racje, które wyjaśnia Heller w swoich książkach. Spokój i konsekwencja to również dobre słowa na określenie jego postawy wobec tych, którzy w Boga nie wierzą. Dobrym słowem jest tu również szacunek dla innego światopoglądu. Heller nie boi się utrzymywać kontaktów i współpracować z agnostykami i ateistami, ale nie próbuje nikogo nawracać. Zarazem jednak jest konsekwentny gdy idzie o swój własny światopogląd. I nie ma kompleksów z tego powodu, że wierzy w Boga.

No i ma zdrowy dystans do kościelnych godności. Od wielu lat jest „prałatem honorowym Jego Świątobliwości”. Pod tym określeniem kryje się jedna z najważniejszych godności kościelnych, nadawanych przez samego papieża duchownym, którzy później zaliczani są do tzw. rodziny papieskiej. O tę godność wystarał się dla Hellera śp. Józef Życiński, który jako biskup tarnowski uznał, że kto jak kto, ale Heller zasługuje na tak zaszczytny tytuł. Życiński jednak dobrze znał zdystansowany stosunek Hellera do godności kościelnych, i dlatego przemówienie, które towarzyszyło wręczeniu odpowiedniego dokumentu (co miało miejsce w roku 1994 w tarnowskiej katedrze), sprowadziło się w rzeczywistości do podziękowania Hellerowi, że zgodził się tę godność przyjąć. Komizm tej sytuacji polegał na tym, że w takim przypadku to obdarowany zazwyczaj dziękował za zaszczyt, który go spotkał. Tym razem role się odwróciły. Prałata honorowego Jego Świątobliwości można poznać po specjalnej, fioletowej sutannie, albo choćby po fioletowym pasie (podobnym do tych, które noszą biskupi). Nie trzeba w tym miejscu chyba dodawać, że nikt nigdy Michała Hellera w takim stroju nie widział.           

PS. Michał Heller bardzo lubi opowiadać dowcipy i słuchać, gdy ktoś inny je opowiada. Ale chyba nic nie rozśmieszyłoby go bardziej niż prośba, by pokazał się kiedyś w stroju prałata.

Autor: ks. dr hab. Tadeusz Pabjan 

Komentarze
Gość
11 marca 2021

Nigdy nie miałam przyjemności poznać osobiście ks. prof. Michała Hellera ale obejrzałam wiele jego wykładów, przeczytałam wiele jego książek i moje wyobrażenie o nim jest właśnie takie, jak opisuje go powyższy artykuł. Ks. prof. Heller jest dla mnie kimś niezwykłym, kogo podziwiam, słucham, bardzo lubię za jego wiedzę, postawę, osobowość. Mój autorytet - nie ma sobie równych. A szkoda, bo więcej by się takich przydało.

Gość
12 marca 2021

Dodałbym jeszcze #przenikliwość

DODAJ komentarz
Oceń
W przypadku naruszenia regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
Najnowsze artykuły
11 marca 2021
Wirusy: szare eminencje natury

 

Nawet jeśli nie jest to koronawirus – słowo „wirus” nieodmiennie kojarzymy z czymś złym, szkodliwym, wywołującym nikomu niepotrzebne problemy. W powszechnej świadomości wirusy to uniwersalne pasożyty człowieka, sprawcy wszystkich najgorszych plag. Najlepiej by było – myśli pewnie wielu z nas – gdyby wirusy zupełnie zniknęły z tego świata.

11 marca 2021
Studium naukowego paradoksu

 

Studium naukowego paradoksu, czyli jaka jest zawartość wiedzy w wiedzy?

11 marca 2021
Pradawne dzieje wielkich kotów cz. 2

 

"O tym, że smilodony czatowały na ofiarę i raczej daleko im było do jej ścigania na długich dystansach, świadczy również krótki niczym u rysia ogon. Koty, które mają długie ogony, szybko biegają, bo ogon działa na zasadzie przeciwwagi i steru. Jedyne co smilodonom pozostało, to czajenie się w zaroślach lub wysokiej trawie aż nieostrożny roślinożerca podejdzie na tyle blisko, że będzie można do niego doskoczyć".

 

11 marca 2021
Pradawne dzieje wielkich kotów

 

"Pierwsze, nadrzewne stadia rozwoju ewolucyjnego kotowatych nie zwiastowały tego, że w grupie tej pojawią się olbrzymie superdrapieżniki polujące na wielkie ssaki roślinożerne. Taki obrót ewolucyjnych zdarzeń spowodowany był przez zmiany środowiska i klimatu".